"Jak wygląda świat, kiedy życie staje się tęsknotą?
Wygląda papierowo, kruszy się w palcach, rozpada. Każdy ruch przygląda się sobie, każda myśl przygląda się sobie, każde uczucie zaczyna się i nie kończy, i w końcu sam przedmiot tęsknoty robi się papierowy i nierzeczywisty. Tylko tęsknienie jest prawdziwe, uzależnia. Być tam, gdzie się nie jest, mieć to, czego się nie posiada, dotykać kogoś, kto nie istnieje. Ten stan ma naturę falującą i sprzeczną w sobie. Jest kwintesencją życia i jest przeciwko życiu. Przenika przez skórę do mięśni i kości, które zaczynają odtąd istnieć boleśnie. Nie boleć. Istnieć boleśnie - to znaczy, że podstawą ich istnienia był ból. Toteż nie ma od takiej tęsknoty ucieczki. Trzeba by było uciec poza własne ciało, a nawet poza siebie. Upijać się? Spać całe tygodnie? Zapamiętywać się w aktywności aż do amoku? Modlić się nieustannie?"
Jasne promienie słoneczne wdarły się do pokoju przez niedosłonięte rolety, po raz kolejny budząc ją godzinę wcześniej, niż dźwięk budzika. Powoli wynurza się spod kołdry i przeciera wciąż zaspane oczy, by nareszcie móc je otworzyć. Światło przenikające przez szybę idealnie współgra z żółtymi ścianami pokoju, jeszcze bardziej je rozświetlając i tym samym powodując uśmiech na bladej twarzy dziewczyny. Doskonale wiedziała, że ten dzień będzie dla niej idealny, bowiem to właśnie dzisiaj miała rozpocząć nową pracę. Jako, że od dziecka jej pasją jest balet, postanowiła nauczać go w jednej z licznych szkół tańca, założonej przez jedno z najwybitniejszych i najbardziej utalentowanych małżeństw - choreografów Margot i Jacka Stewart. Myśląc o tym i wciąż nie mogąc przestać się uśmiechać, wstaje z łóżka i od razu uchyla okno, by móc odetchnąć świeżym powietrzem. Zapach świeżo skoszonej trawy wspaniale współgrał z konwaliami, różami, fiołkami, tulipanami i mnóstwem innych kwiatów znajdujących się w jej ogrodzie. Ich woń wprawiała ją w euforię.
Dopiero po dłuższej chwili, kiedy wysłuchała już śpiewu ptaków i skończyła podziwiać otaczającą ją przyrodę, oderwała dłonie od szyby i wolnym krokiem podeszła do szafy stojącej naprzeciwko łóżka. Nie zastanawiając się długo, wyjęła z niej czerwoną, rozkloszowaną spódnicę do połowy uda, białą koszulę na krótki rękaw i komplet beżowej bielizny. Wzięła ubrania w rękę o niespiesznie wyszła z pokoju, idąc do łazienki. Zamknęła drzwi i od razu zdjęła satynową koszulę nocną, po czym weszła pod prysznic, odkręcając kran. Wylała na dłonie swój ulubiony żel o zapachu truskawek, myjąc się powoli i rozkoszując kropelkami wody muskającymi całe jej ciało. Kiedy po kilkunastu minutach wyszła z kabiny, zabrała się za podstawowe poranne czynności, zaczynając od mycia zębów, a kończąc na nakładaniu kremu na twarz. Dokładnie wytarła się ręcznikiem i przebrała we wcześniej przygotowane ubrania, po czym wysuszyła włosy i związała je w niechlujnego koka. Nie lubiła się malować, ceniła sobie naturalność, więc bez zbędnego makijażu wyszła z pomieszczenia pokrytego błękitnymi kafelkami. Nucąc pod nosem refren swojej ulubionej piosenki, zeszła na dół do kuchni, gdzie czekał już na nią kuzyn. Dwudziestoletni Hiszpan przyjechał rano do Kalifornii, korzystając ze swojego urlopu i chcąc spędzić czas z dawno niewidzianą siostrą.
- Dzień dobry, kruszynko.
Przywitał się, kiedy tylko podeszła bliżej i zatonęła w jego ciepłych, silnych ramionach.
- Buenos días, querido hermano.
Szepnęła z uśmiechem, mówiąc w jego ojczystym języku.
Ostatni raz widzieli się dwa lata temu, na pogrzebie rodziców dziewczyny, więc nic dziwnego, że tulili się do siebie co najmniej dziesięć minut. Gdy nareszcie udało im się oderwać, szatyn zaproponował przygotowanie śniadania. Razem z kuzynką dosyć szybko zrobili jedzenie, cały czas wspominając dzieciństwo, podczas którego dziewczyna mieszkała w Madrycie i... praktycznie byli nierozłączni.
Po godzinnej rozmowie, przy muzyce grającej w telewizji i z kubkami herbaty w dłoniach, zorientowała się, że musi być w pracy za dwadzieścia minut. Chcąc nie chcąc pożegnała się z bratem, zostawiając mu klucze i informując, iż wróci po południu. W pośpiechu wzięła torbę ze strojem do tańca i założyła białe trampki za kostkę, wychodząc z domu. Odetchnęła głęboko świeżym powietrzem, po czym włożyła słuchawki do uszu i zaczęła iść przed siebie, kiedy tylko zabrzmiały pierwsze słowa piosenki Love me like you do. Słoneczne uliczki Los Angeles były wypełnione mnóstwem ludzi spieszących się do pracy, lub odprowadzających dzieci do szkoły. Wyróżniała się z tłumu, gdy tanecznym krokiem i z uśmiechem na ustach przechadzała się chodnikiem.
Budynek szkoły nie znajdował się daleko, dzięki czemu była na miejscu już po kilku minutach. Wyłączyła muzykę i zwinęła słuchawki w mały kłębek, chowając je razem z telefonem do torby. Po raz ostatni wzięła głęboki wdech, kładąc dłoń na szklanych drzwiach i pchając je do przodu, a tym samym po chwili wchodząc do środka. Duży, pomalowany na biało i mający czarną wykładzinę na podłodze oraz urządzony bardzo nowocześnie hol, od razu zrobił na niej dobre wrażenie i utwierdził w przekonaniu, iż małżeństwo lubi żyć w luksusie. Spodziewała się tego, w końcu byli jednymi z najbogatszych ludzi w całym stanie Kalifornia.
Była zestresowana, co jest jak najbardziej naturalne w jej sytuacji, więc lekko drżały jej dłonie i kolana. Dwunasta. Nic, wciąż czeka na syna właścicieli. Trzynasta. Chłopak w dalszym ciągu się spóźnia, co jedynie jeszcze bardziej ją denerwuje. Czternasta. Wysoki blondyn wbiega do budynku i od razu kieruje się w stronę ciemnowłosej, cały czas ją przepraszając.
- Rosalie Dunne, zapraszam za mną.
Szepcze wreszcie, kiedy dziewczyna wstaje z fotela i lekko wzrusza ramionami, dając mu znak, że nic się nie stało. Tak naprawdę przeczyła samej sobie. A może i nie? Wystarczyło jedno spojrzenie, spojrzenie prosto w jego oczy, by cała złość zniknęła.
- Och, gdzie moje maniery. Alex Stewart, kolega z pracy i na chwilę obecną Twój osobisty przewodnik.
Dodał szybko, zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć. Delikatnie uścisnął jej ciepłą dłoń i uniósł ją do góry, czule muskając jej zewnętrzną stronę.
- Fantastycznie.
Uśmiechnęła się szeroko, wydając się być zahipnotyzowana gestami młodego Irlandczyka. Teraz była już pewna, że złożenie papierów o pracę w tej szkole okazało się być strzałem w dziesiątkę. Szkoda tylko, że nie wiedziała, iż okaże się to jedynie rozpoczęciem w jej życiu pasma niepowodzeń i rozczarowań. Doświadczy czegoś, co uczyni ją szczęśliwą, a zarazem będzie łamało jej serce na małe kawałeczki każdego dnia... Miłość.
.gif)
Cudowny prolog *.*
OdpowiedzUsuńŚwietnie piszesz, jesteś genialną pisarką (Możesz mi oddać trochę talentu... :D) i nadal pisz! Czekam na pierwszy rozdział ;)
# SDominguez #
No co ja mam kochanie Ci napisać? Prolog jest mega, jestem pewna, że będę będę czytać twojego świetnego bloga, bo wiem, że będzie świetny, jak już jest. Czekam na " I rozdział", ale z twoim lenistwem się szybko nie pojawi, ale wierzę w Ciebie i będę Cię przyciskać do tego i jestem tylko zła za imiona postaci ;__; Ale trzymam kciuki za Ciebie ♥
OdpowiedzUsuńMoja Nana wymiata!
OdpowiedzUsuń